Przez długi czas unikałem określania tuandepaso mianem bloga podróżniczego. Moje relacje od zawsze miały być głębsze i bardziej rozbudowane aniżeli często spotykane w polskim Internecie wpisy o tym, co dany blogger zrobił danego dnia i co jego zdaniem warto zobaczyć.  Zawsze starałem się spojrzeć trochę szerzej na przemierzane krainy i dogłębnie poznać problemy lokalnej ludności. Nie zatrzymywałem się na fotografowaniu i powierzchownym odhaczeniu popularnych atrakcji turystycznych. W moich podróżach starałem się zawsze dotrzeć do sedna i możliwie najlepiej zrozumieć daną część świata. Nie zadowalałem się prostymi odpowiedziami i zawsze kompleksowo podchodziłem do analizy, czego efektem były niekiedy zbyt długie jak na standardy współczesnego Internetu teksty. Poza wartką relacją z przeżytych przygód i opisami przybliżającymi czytelnikowi lokalne realia, moje teksty były też zbiorem luźnych przemyśleń jakie mi wtedy towarzyszyły.

W trakcie samych wypraw starałem się poznać jak najwięcej lokalnych mieszkańców i raczej unikałem przebywania w hostelach z grupami zawsze tych samych backpackerów, którzy przeważnie rozmawiali o tym samym, a powierzchowna rozmowa w większości przypadków urywała się na obgadaniu okolicznych atrakcji. Tubylcy byli zawsze najważniejsi, gdyż to właśnie oni prawdziwie tworzyli atmosferę każdego z odwiedzanych miejsc i na koniec dnia to ich historie i zawarte przyjaźnie najdłużej zapadały w pamięci. Dzięki podróżowaniu głównieautostopem, nocowaniu na Couchsurfingu i otwartości na przypadkowe, uliczne znajomości, na przestrzeni kolejnych wypraw przeważnie udawało mi się poznać przedstawicieli każdej warstwy społecznej, dzięki czemu obraz lokalnej społeczności zawsze stawał się coraz bardziej pełniejszy.

W chwili konceptualizacji misji towarzyszącej mi przy pisaniu kolejnych relacji, miałem za sobą liczne autostopowe podróże po Europie i okolicy oraz kilka dłuższych wypraw po Ameryce Łacińskiej. Kolejnym etapem wielkiej przygody zwanej życiem miała być roczna tułaczka po Azji.