Tuan de Paso

Blog Podróżniczy | Relacje z Autostopowych Wypraw

Menu Close

Miasto Meksyk – Alfabet Stolicy

Miasto Meksyk to fascynujące królestwo chaosu i bogactwa kulturowego w którym na każdym kroku czuć wolność i absolutną swobodę. Na kilkunastu stronach przemyśleń starałem się jak najwierniej oddać klimat stolicy. Żywię nadzieję, że doświadczenie czytania tego tekstu da Wam namiastkę tego jak wygląda życie w tym wielkim mieście za wielką kałużą.

Tekst składa się z krótkich, bezpośrednio niepowiązanych paragrafów, które można czytać w dowolnej kolejności, lub niektóre w ogóle pominąć.

Miasto Meksyk

Miasto Meksyk poznałem jak żadne inne. Mieszkając wcześniej w Barcelonie, Brukseli, czy Buenos Aires nawet nie zbliżyłem się do tak kompleksowego zrozumienia kultury tych miejsc. Nigdy nie zdołałem się tak bardzo zagłębić w lokalnej rzeczywistości i obserwować jej z każdego możliwego punktu widzenia. To co odkryłem w Meksyku zrobiło na mnie ogromne wrażenie i w znacznym stopniu zmieniło postrzeganie świata.

Po latach poszukiwań odkryłem wreszcie kraj nie zepsuty tak przez pogoń za dukatami, wszechobecne macki globalizacji, tępe masowe rozrywki i gnijącą cywilizację w ogólności. Odkryłem kraj, w którym oryginalna kultura przodków nie dała się całkowicie stłamsić przez „uniwersalne i słuszne” wzorce zachodnie, a lokalna ludność jest szczerze dumna ze swojego dziedzictwa. Meksyk to kraj, który potrafi pozytywnie zaskoczyć na każdym kroku, to kraj, gdzie panuje swoboda, a człowiek czuje się wolny; czuje się jak w domu.

Charakter stolicy oraz mentalność tubylców zawsze w jakimś stopniu odzwierciedla kondycję całego narodu. Miasto Meksyk to reprezentatywna i reprezentacyjna wizytówka i zminiaturyzowana wersja całego kraju. Opisując stolicę nie sposób nie odnieść się do całego kraju i prawdopodobnie w drugą stronę było by podobnie. Tekst jest zarazem swoistym przewodnikiem po mieście Meksyk oraz próbą oddania realiów panujących w kraju.

Relacja może niekiedy wydawać się lekko chaotyczna. Pojawiają się też wzajemne sprzeczności, a cała forma gdzieś się zaciera. Tekst miał imitować atmosferę miasta Meksyk, a miasto Meksyk takie właśnie jest. Chaotyczne. Niektóre akapity są aż nazbyt rozbudowane, a inne, króciutkie, pełnią tylko rolę ciekawostek lub zwięźle rozliczają panujące stereotypy. Te drugie, z pozoru niepotrzebne, sprawiają, że obraz miasta Meksyk jest kompletny. Na koniec dnia, celem tekstu jest wierne oddanie meksykańskiej rzeczywistości oraz zagwarantowanie czytelnikowi doświadczenia porównywalnego z przechadzką ulicami tego wielkiego miasta za wielką kałużą.

Będąc świadomym reguł rządzących Internetem, zdaję sobie sprawę, że 15 stron opisu jednego miasta to skandalicznie dużo. Starając się wyjść naprzeciw trendom i zasugerować najważniejsze aspekty potrzebne do poczucia namiastki Meksyku, wskazałbym na Azteków, Bezpieczeństwo, Kampus, Korridę i Wolność. Korridę i Wolność przede wszystkim.

Aglomeracja

Powszechną wiedzą mojej młodości był fakt, że stolica Meksyku jest największym miastem na świecie. Od tamtej pory wiele się zmieniło i dynamika rozwoju azjatyckich metropolii pozostawiła Meksyk daleko w tyle. Niemniej jednak według europejskich standardów miasto nadal jest monstrualne. Stolica Meksyku zamieszkiwana jest przez nieco ponad 20 milionów ludzi. Innymi słowy, mniej więcej połowa populacji Polski zmieściłaby się w jednej, ogromnej aglomeracji, gdzieś pomiędzy wulkanami.

Lot z Hawany trwał jakieś trzy godziny, z czego 30 minut leciałem nad samym miastem Meksyk. Przez cały ten czas na horyzoncie nie było widać nic poza zwartą zabudową miejską, autostradami, fabrykami i hangarami. Miasto wydawało się ciągnąć w nieskończoność. Poza dzielnicą Xochimilco, cała stołeczna dolina jest w stu procentach zagospodarowana, a zabudowa biedniejszych dzielnic wręcz wdziera się na wzgórza okalających miasto wulkanów.

Poruszanie się po tak dużym mieście nie jest łatwe. Wydawałoby się, że dwie obwodnice, z czego jedna jest nawet dwupiętrowa, ułatwią sprawę. Nic bardziej mylnego. W godzinach szczytu oba piętra są totalnie zakorkowane i można odnieść wrażenie, że w całym mieście absolutnie nic nie porusza się do przodu. Mieszkając w stolicy Meksyku znaczną część życia spędza się w transporcie publicznym i/lub w korkach, a wydostanie się stąd jest jeszcze bardziej czasochłonne. Meksyk uczy cierpliwości i skłania do przemyśleń na temat bardziej osiadłego trybu życia.

Aztekowie

Centralna część Wyżyny Meksykańskiej od niepamiętnych czasów była kolebką regionalnego handlu i spoiwem łączącym kulturowo obszar dzisiejszego Meksyku. W XIV wieku Aztekowie (Mexikowie) założyli tutaj miasto Tenochtitlan, które wkrótce stało się stolicą nowego imperium. Cały obszar stołecznej doliny był wówczas jeziorem, a bogatsza część miasta wraz z Templo Mayor (najważniejszą świątynią Azteków) znajdowała się na centralnie położonej wyspie. Ciągła potrzeba rozbudowy miasta sprawiła, że część zabudowy postawiono na drewnianych palach, niczym w Wenecji.

Okres brutalnej kolonizacji przyniósł wiele zmian w organizacji podbitego terytorium. Nie rozumiejąc wielu rzeczy, Hiszpanie w typowym dla siebie stylu tępo niszczyli wszystko, co mogło zaburzyć komfortowy obraz płaskiego świata i jedynego prawdziwego boga. Zdobywcy postanowili osuszyć jezioro i spalić większość manuskryptów zawierających mądrość cywilizacji Azteków. Starając się jak najszybciej narzucić podbitym wiarę katolicką, Templo Mayor natychmiast zburzono, a na jej zgliszczach postawiono katedrę. Bezpardonowo starano się zniszczyć miłujący wolność styl życia Azteków oraz zabić prawdziwą tożsamość prekolumbijskich Indian.

Pomimo usilnych prób chrystianizacji, potomkowie Azteków zdołali w znacznym stopniu zachować kulturę przodków. Obecnie prawdziwe wierzenia i tradycje przeplatają się z narzuconymi wzorcami europejskimi. Meksyk to kraj, w którym w XXI wieku można poczuć niezmąconą niczym wolność oraz klimat Indian z czaszką jaguara na głowie, którzy zażywają Peyotl i modlą się o deszcz na skraju dżungli. Jest to kraj, który pomimo wpływów kultury zachodniej jakimś magicznym sposobem zachował pokaźną część swojej prekolumbijskiej tożsamości i nadal ma do zaoferowania coś wyjątkowego.

Prawdopodobnie najlepszym sposobem na kompleksowe zapoznanie się z bogactwem kulturowym prekolumbijskich Indian oraz wpływem hiszpańskiej kolonizacji jest odwiedzenie absolutnie genialnego Muzeum Antropologii.

Bellas Artes

Jeden z piękniejszych budynków w Amerykach i zarazem klasyczna widokówka ze stolicy Meksyku. Pałac Sztuk Pięknych, Palacio de Bellas Artes to poza wspaniałą architekturą ważne centrum kulturowe stolicy – na co dzień wystawiana jest tutaj sztuka z wyższej półki. Kilku zasłużonych muzyków krajowych (np. Juan Gabriel) miało zaszczyt dać koncert w Pałacu, w obecności Prezydenta Republiki. Bellas Artes i przyboczny plac naszpikowany rzeźbami najlepiej kontemplować ze stojącego naprzeciwko centrum handlowego SEARS, a konkretniej z kawiarni na siódmym piętrze.

Bezpieczeństwo

Rozmawiając z kimś po raz pierwszy o Ameryce Łacińskiej, zawsze prędzej czy później poruszana jest kwestia bezpieczeństwa. Prawdopodobnie ogólne wyobrażenie jest takie, że wszędzie kradną, gwałcą, mordują, zażywają narkotyki i prawdopodobnie jeszcze w każdym kraju rządzi jakaś paskudna, niedemokratyczna junta generałów. Utarte stereotypy oraz przekaz medialny o wszechobecnej przemocy są nieuzasadnionym i krzywdzącym mitem, który nijak odnosi się do rzeczywistości. Większość miast tej części świata jest znacznie bezpieczniejsza niż przedmieścia Paryża, czy Praga Północ.

Faktem jest, że niektóre dzielnice latynoamerykańskich stolic są nieco mniej bezpieczne niż przeciętne polskie miasto. Istnieją też dzielnice biedy do których raczej nie powinno się zapuszczać i też w zasadzie nie ma po co. Nawet jeśli jakiś niewyjaśniony zew podróżnika nawołuje do odwiedzenia również i tych zakątków miasta, to niekoniecznie oznacza to nieuchronną śmierć. W znacznej większości żyją tam normalni ludzie, którzy też nie są zadowoleni ze współczynnika przestępczości w okolicy. Kryminaliści, którzy się tam niekiedy ukrywają też starają się nie robić do własnego gniazda. Prawdopodobnie największym ryzykiem jest być trafionym przez jakąś zabłąkaną kulę. Unikając nieciekawych dzielnic i zachowując zdrowy rozsądek, nic nie powinno nam się stać.

Miasto Meksyk wydało mi się jedną z bezpieczniejszych stolic krajów Ameryki Łacińskiej. Jak w każdym innym miejscu na świecie, problemem mogą być kieszonkowcy i okazyjne kradzieże. Chodziłem samotnie po mieście, zwiedzałem mniej reprezentacyjne dzielnice, jeździłem nocnymi autobusami i rozmawiałem z nieznajomymi. Przeżyłem.

Coyoacán

Zdecydowanie najbardziej kultowa dzielnica miasta Meksyk. Coyoacán położone jest na południowych rubieżach stolicy, niedaleko kampusu uniwersyteckiego. Niegdyś pełniło rolę wylęgarni hipisów, rzemieślników i awangardowych artystów, a wszystkie place Coyoacán okupowali niezależni handlarze sztuką. Uliczki roiły się od modnych kawiarni i wystaw sztuki alternatywnej. Coyoacán było istną bohemą, urzeczywistnieniem snów o pięknej, miejskiej przestrzeni będącej alternatywą dla nudnych sypialnych osiedli zamieszkałych przez ludzi żyjących w stylu nine-to-five. Coyoacán jest pierwszą i ostatnią prawdziwie alternatywną dzielnicą miasta Meksyk.

Historia Coyoacán, pracownie artystyczne oraz wizualnie atrakcyjna architektura przyciągają ludzi poszukujących „tego czegoś” i wszystkich innych miejskich włóczęgów. Pewna niewytłumaczalna magiczna aura sprawia, że przechadzając się ulicami Coyoacán ma się wrażenie absolutnej harmonii i swoistej naturalności toczącego się tutaj życia, które jest o co najmniej kilka wieków spokojniejsze niż w centrum stolicy. Mieszkańcy Coyoacán bardziej doceniają codzienną egzystencję i tym nastawieniem tworzą tę wspaniałą aurę, którą czuć w każdym zaułku dzielnicy.

Polecam kilkugodzinny spacer uliczkami Coyoacán. Polecam udać się do jednej z najstarszych kawiarni w Meksyku, El Jarocho. Polecam zjeść w Domu Chleba Papálotl, polecam zanurzyć się w bazarze z rękodziełami, a potem wypić jeszcze jedną kawę w którejś z księgarni. Polecam spróbować rzemieślniczego piwa i polecam też spróbować tego komercyjnego z puszki, przy fajce, podczas rozmów do rana na którymś z magicznych placów. Polecam Coyoacán.

Dinamos

Dinamos to wysokogórski obszar natury chronionej w tatrzańskim stylu o powierzchni ponad 400 hektarów. Czyste, wolne od cywilizacji lasy znajdują się w odległości zaledwie kilkunastu minut jazdy samochodem od centrum Coyoacán. Główną osią parku jest górski strumień, przy którym znajdują się pozostałości po zaporach wodnych oraz instalacjach przemysłu tekstylnego. Idąc jednym z kilkunastu szlaków można napotkać porzucone samochody, wodospady, pasieki, łagodne krowy i mniej łagodne byki. Dinamos pełni rolę odskoczni dla pragnących dzikiej natury mieszkańców stolicy, którzy nie mogą sobie pozwolić na dłuższy urlop. Obecność tak dużego i jednocześnie tak dzikiego obszaru zielonego w granicach dwudziestomilionowego miasta, gdzie walczy się o każdy skrawek ziemi, wydała mi się nadzwyczaj interesująca.

Frida Kahlo

Frida Kahlo była meksykańską artystką o indiańsko-europejskich korzeniach. Malowała głównie autoportrety, a w swoich pracach nawiązywała do tradycji prekolumbijskich Indian, post kolonializmu i feminizmu. Była też żoną prekursora Meksykańskiego Muralizmu, Diego Rivera. Kombinacja wszystkich powyższych sprawiła, że w późniejszych latach swojego życia zdobyła międzynarodowe uznanie i dla wielu stała się ikoną feminizmu i kobiecego buntu w męsko-szowinistycznym społeczeństwie.

Frida Kahlo większość dorosłego życia spędziła w swoim domu w Coyoacán, który obecnie pełni rolę muzeum. Kolejka przeważnie ciągnie się aż do kolejnej przecznicy, a sama ekspozycja do najciekawszych nie należy. Precyzując, jest nudna jak flaki z olejem, nie polecam. W ramach ciekawostki, nadmienię jeszcze, że jak w większości muzeów Meksyku, bilety dla obcokrajowców są dwa razy droższe.

Gasolinazo

Gasolinazo to ogólna nazwa społecznego niezadowolenia, która przejawiała się w licznych manifestacjach, strajkach i starciach z policją. Powodem narodowego oburzenia była polityka rządu. Pomimo, że ropa naftowa jest najtańsza od dziesięcioleci, uzależnienie kraju od importu przetworzonego surowca oraz spadek wartości Meksykańskiego Peso wymusiły na rządzie ustawowe podniesienie cen benzyny.

Gasolinazo było dosłownie wszędzie. Wiele budynków ozdobiono muralami i grafikami przypominającymi propagandę ubiegłego wieku, które w mniej lub bardziej wysublimowany sposób wyrażały frustrację i rozczarowanie społeczeństwa. Był to temat numer jeden w radiu i telewizji, a na ulicach miasta Meksyk aktywiści gorąco zapraszali na kolejne manifestacje. Będąc na prowincji widziałem też spalone samochody i miejsca krwawo stłumionych protestów, o których jednak z jakiegoś powodu nie mówiono w mediach głównego nurtu.

Na przestrzeni mojego pobytu opór powoli umierał, a Meksykanie w typowy dla siebie sposób zaakceptowali nową rzeczywistość. Rząd nawet nie udawał, że stara się cokolwiek zrobić. Sprawę przeczekano, a kolejny poważny problem państwa postanowiono kosztem społeczeństwa odłożyć na potem.

Gringo

W 1848 roku zakończyła się dwuletnia wojna ze Stanami Zjednoczonymi, która oznaczała dla Meksyku utratę ponad połowy ówczesnego terytorium. Amerykanie błyskawicznie opanowali kluczowe miasta Meksyku, w tym stolicę kraju. Podczas okupacji Meksykanie zachęcali amerykańskich żołnierzy w zielonych mundurach do wycofania się z kraju ozdabiając budynki napisem „green go home!” Na przestrzeni lat nazwa została skrócona i obecnie gringo to popularne, acz niekoniecznie pejoratywne, określenie przybyszy z północy.

Drugą ciekawostką jest fakt, że w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej określenie to odnosi się do wszystkich białych obcokrajowców. Czasami tylko do Europejczyków. W niektórych krajach gringo to określenie wszystkich białych, za wyjątkiem Hiszpanów. W innych z kolei jest tak jak w Meksyku. Nigdy nie wiesz.

Indianie

Oglądając meksykańskie wiadomości lub filmy można odnieść wrażenie, że populacja kraju to głównie potomkowie hiszpańskich kolonizatorów i osadników z Europy. Błąd. Większość Meksykanów to Indianie z lekką domieszką europejskiej krwi. W Meksyku żyją też miliony ludzi posługujący się ponad 60 językami natywnymi, a wprawiony Meksykanin jest w stanie rozróżnić poszczególne plemiona na podstawie aparycji.

Kolonialna przeszłość oraz odrzucenie idei egalitaryzmu przez meksykańskie elity sprawiły, że obecnie niechlubną regułą panującą w kraju jest fakt, że przeważnie jaśniejszy kolor skóry wiąże się z wyższą pozycją w hierarchii społecznej. Poza drobnymi wyjątkami, większość polityków, gwiazd telewizji, przedsiębiorców, czy świetniejszych naukowców ma europejskie rysy twarzy. Niełatwo jest się też doszukać bezdomnego dżentelmena o kaukaskiej urodzie.

Jedzenie

Jedzenie to sport narodowy Meksyku. Jedzenie w tutejszej restauracji kosztuje mniej, aniżeli ugotowanie tego samego w domu. Ceny w knajpach w stolicy, czy w turystycznym miejscu na krańcu dżungli są takie same. Walory lokalnej kuchni oraz szczera pasja lokalnych konsumentów sprawiła, że w ostatnich latach Meksykanie wyprzedzili Amerykanów i stali się najbardziej otyłym narodem na świecie.

Prawie każdy z 32 Stanów Meksyku posiada lokalne specjały kulinarne, które są na ogół ciężko dostępne w pozostałych częściach kraju. Paradoksalnie najbiedniejsze prowincje (Chiapas, Oaxaca) mają do zaoferowania największą ilość regionalnych przysmaków. Ze względu na centralne położenie oraz tradycyjną rolę spoiwa i głównego ośrodka handlu, kuchnia miasta Meksyk jest istnym galimatiasem, mieszanką pyszności z pozostałych regionów. Prawdopodobnie najbardziej typowym stołecznym przysmakiem jest Taco Al Pastor, czyli tradycyjna tortilla, tyle że z mięsem podobnym do sharmy.  Taco w tej formie zostało stworzone przez fuzję lokalnej kuchni oraz wpływów kulinarnych orientu zapoczątkowanych w kraju przez Libańskich imigrantów w pierwszej połowie XX wieku.

Bezgraniczna miłość do kukurydzy łączy gusta kulinarne mieszkańców każdego zakątka Meksyku. Obecnie uprawia się 64 rodzaje kukurydzy o różnych kolorach. Najlepsza jest biała i niebieska. Tortilla wraz z ostrym sosem jest podawana jako przystawka, lub stanowi podstawę niemal każdej potrawy. W mieście Meksyk istnieje nawet instytucja handlu obwoźnego tortilli skuterami. Sprzedawcy są obecni w każdej dzielnicy i prawdopodobnie przejeżdżają przez każdą, nawet najmniejszą uliczkę miasta.

Kampus

Kampus Narodowego Uniwersytetu Meksyku (UNAM) jest jedną z najlepszych przestrzeni tego typu na świecie. Jako że Natt pracowała w redakcji akademickiego pisma dla architektów Bitácora, miasteczko uniwersyteckie odwiedzałem praktycznie codziennie. Pomimo częstych wizyt, przebywanie na kampusie nie nudziło mnie ani przez chwilę. Za każdym razem byłem tak samo zachwycony walorami estetycznymi, spójnym zagospodarowaniem przestrzeni, atmosferą i wszechobecną harmonią. Miasteczko uniwersyteckie Meksyku to miejsce, które za każdym razem daje ten sam spokój.

Z technicznego punktu widzenia, przestrzeń UNAM jest drugim największym obszarem w stolicy Meksyku, zaraz za lotniskiem. Po kampusie jeździ 11 linii darmowych linii autobusowych Pumabus, a na obrzeżach znajdują się dwie stacje metra i trzy Metrobus. Poza budynkami stricte dydaktycznymi, w skład kampusu wchodzą stadion Pumas, rezerwat naturalny, kilka bibliotek, kilka teatrów, Muzeum Sztuki Współczesnej, filharmonia, ogród botaniczny, czy park rzeźb. Innymi słowy, oferta kulturalna kampusu z powodzeniem konkurowałaby z niejednym polskim miastem wojewódzkim. Samo miasteczko uniwersyteckie UNAM wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Niewątpliwym walorem estetycznym kampusu jest wszechobecny muralizm, a biblioteka uniwersytecka jest najdoskonalszym przykładem tego nurtu w sztuce. Poza stworzeniem wartości czysto artystycznej, muralista starał się symbolicznie rozprawić z tożsamością Meksykanów i zaprezentować skróconą historię całego kraju na jednej ścianie budynku. Efekt jest imponujący – po godzinie kontemplacji fasady nadal można dostrzec nowe, interesujące szczegóły. Pozostałe murale przedstawiają idee równości oraz misji społecznej przyświecającej założycielom Uniwersytetu i są równie ciekawe. W celu poznania historii muralizmu oraz interpretacji malunków obecnych na kampusie, polecam darmową wycieczkę objazdową na piętnastoosobowym rowerze.

Tuż obok biblioteki znajdują się wyspy. Wyspy to cztery łagodne pagórki porośnięte drzewami, gdzie studenci w przerwie między zajęciami mogą położyć się na trawie i palić fajki. Leżenie na wyspiarskiej trawie i debatowanie ze znajomymi to prawdopodobnie jeden z mocniejszych punktów każdej wizyty na miasteczku uniwersyteckim. Pełnię komfortu dopełnia fakt, że pomiędzy wyspami chodzą inni studenci oferujący gumy do żucia, chipsy, słodycze, bibułki i papierosy sprzedawane na sztuki. Mówiono mi, że obok wysp, tuż pod wydziałem prawa, sprzedawane są również konopie. Teren kampusu jest nieustannie patrolowany przez prywatną ochronę, a legenda akademicka głosi, że można być wyrzuconym z uczelni za palenie na wyspach. Jak w przypadku każdej legendy, wszyscy o niej słyszeli, ale nikt specjalnie nie wierzy, a już na pewno nikt się tym nie przejmuje.

Poza funkcją edukacyjną, kampus jest miejscem spotkań i przestrzenią w stu procentach dedykowaną młodym ludziom. Gdzieś za wyspami znajduje się siłownia na świeżym powietrzu, a gdzieś dalej są korty tenisowe, boiska do kosza czy piłki nożnej. Na każdym kroku widać rowerzystów, biegaczy czy osoby trenujące futbol amerykański. Widać studentów ASP malujących w plenerze i słychać muzyków trenujących po zajęciach. Można spotkać młodzież prowadzącą zaciekłe, filozoficzne dyskursy i młodzież prowadzącą zaciekłe rozmowy o niczym. Kampus można wykorzystać na milion sposobów i nigdy nikt krzywo na Ciebie nie spojrzy, a robiąc cokolwiek, najpewniej poznasz setkę ciekawych ludzi. Kampus UNAM to prawdziwy skarb. Skarb, którego brakuje wielu polskim studentom.

Jedynym mankamentem miasteczka uniwersyteckiego UNAM jest brak akademików. Liczne studenckie demonstracje przeciwko korupcji meksykańskich elit skutecznie przekonały Władzę, że nagromadzenie studentów w jednym miejscu znacznie utrudni kontrolowanie społeczeństwa. Wszelkie poważne manifestacje stłumiono krwawo i bezpardonowo. Zabito wielu młodych ludzi i zakazano budowy akademików. Totalitarne zagrywki i carskie trzymanie za pysk skutecznie stłamsiło konstruktywną krytykę akademicką i na długi czas zaprzepaściły naprawę kraju. Wśród studentów zapanował strach, który do dziś skutecznie powstrzymuje bunt młodych Meksykan. Oświecone i śmiałe idee ustąpiły miejsca apatii, niczym w marcu 1968.

Korrida

W stolicy Meksyku znajduje się największa na świecie arena walk byków, a sam rytuał przeżywa w kraju swoją drugą młodość. Podobnie jak zaadaptowany przez cywilizację zachodnią Dzień Zmarłych, korrida jest meksykańską formą pogodzenia i zaprzyjaźnienia się ze śmiercią. Meksykanie wierzą, że wybrany do walki byk urodził się tylko po to, by zginąć na arenie, uwielbiany przez tłum. Wierzą, że takie było jego przeznaczenie, przeznaczenie, które nadali mu ludzie. Korrida to wyrafinowana i możliwie najbardziej podniosła uroczystość zabawy człowieka w Boga, zabawy w Pana Życia i Śmierci.

Niezależnie od standardów etycznych i poglądów na temat walk byków, każdy racjonalista powinien przynajmniej raz w życiu doświadczyć korridy. Rytuał jest nieskończenie ciekawy i jedyny w swoim rodzaju. Poza wartością artystyczną i swoistym widowiskiem, korrida jest momentem, który skłania do wielu poważniejszych przemyśleń. Ciężko jest sobie wyobrazić lepsze okoliczności do refleksji na temat śmierci, przemijania i przeznaczenia, aniżeli oglądając rytuał ucieleśniający wszystkie te koncepcje na raz.

Z bardziej przyziemnego punktu widzenia, atmosfera podczas korridy jest fenomenalna. Na arenę przychodzą przeważnie te same osoby, które zwykle siadają w tym samym miejscu i gawędzą z tymi samymi ludźmi co zawsze. Poza miejscem na stadionie praktycznie nic tych ludzi nie łączy. Na czas walki tworzy się swoista wspólnota przyjaciół i wszyscy wszystkim się dzielą. W obieg idą alkohole, cygara, przekąski i jeszcze raz alkohole. Mniej więcej w połowie spektaklu wszyscy są kompletnie pijani. Publiczność zaczyna coraz głośniej krzyczeć i coraz radośniej śpiewać. A na dole na scenie, przy akompaniamencie fanfar i dzikiego ryku widzów, umierają byki. Piękna sprawa.

Lekarze

Ogromne nierówności społeczne i brak rozwiniętej klasy średniej sprawiają, że przepaść pomiędzy publiczną i prywatną służbą zdrowia w Meksyku jest kolosalna. W tej publicznej, jakość obsługi pacjenta krwawi i czeka na dobicie, a na najprostszą wizytę czeka się co najmniej kilka stuleci. Prywatna z kolei nie ustępuje jakością Europie Zachodniej, jednakże mechanizmy rynkowe dostosowały ceny do grubości portfeli potencjalnej klienteli. Innymi słowy, prywatna opieka medyczna w Meksyku jest skandalicznie droga.

Sam byłem hospitalizowany w jednym z droższych szpitali prywatnych. Początkowo zdiagnozowano kilka śmiertelnych przypadłości wymagających pilnego leczenia, a nawet zachęcano mnie do operacji już następnego dnia. Po weryfikacji dokumentacji medycznej o wątpliwej jakości oraz odmowie autoryzacji absurdalnych fantazji lokalnych znachorów przez polskiego ubezpieczyciela, stwierdzono, że jestem zdrów jak ryba i mogę spokojnie wrócić do domu. Lekarza prowadzącego nie zdążyłem nawet poznać i wątpię, żeby kiedykolwiek zapoznał się z moją sprawą. Koniec końców potwierdziła się stara słowiańska wiedza, że nie należy leczyć się w meksykańskim szpitalu.

Machismo

Machismo to przesadna forma okazywania przez samców swojej męskości, którą w niektórych przypadkach można by zaklasyfikować pod męski szowinizm. Często prowadzi do dyskryminacji i szufladkowania kobiet, tępych podrywów, obmacywania w miejscach publicznych, czy przemocy domowej. Długie rozmowy oraz obserwacje własne skłoniły mnie do smutnego stwierdzenia, że w Meksyku machismo ma się całkiem nieźle. W polityce, biznesie, nauce i rozrywce wiodącą rolę pełnią samce, a kobieta ma przypisaną określoną rolę i ograniczenia. Role poszczególnych płci oraz relacje damsko-męskie w meksykańskim społeczeństwie określiłbym jako konserwatywne.

Machismo w mieście Meksyk uderza przede wszystkim w metrze i metrobusie. Pierwsze kilka wagonów metra przeznaczonych jest tylko i wyłącznie dla kobiet, a wstępu do odpowiedniej części peronu strzeże pułk uzbrojonych po zęby policjantów. W drugim przypadku, połowa autobusu zarezerwowana jest dla płci pięknej i raczej każdy się tego trzyma.

Mariachi

Mariachi to wymierający zawód muzyków tworzących małe orkiestry i śpiewających głównie piosenki ludowe. Ostatnim bastionem prawdziwych Mariachi w mieście Meksyk jest Plac Garibaldi. Po zmroku ciężko odpędzić się tam od grajków nakłaniających do kupienia chociaż jednej piosenki, szczególnie podczas spaceru z dziewczyną. Obecnie Plac Garibaldi jest swoistym targiem ludzkim, gdzie stołeczni Meksykanie przyjeżdżają wybrać odpowiednich Mariachi i zabrać całą orkiestrę na domową uroczystość.

Meksykanie

Meksykanie są nadzwyczaj pokojowo usposobionym narodem. W znacznej większości są to bardzo sympatyczni, otwarci i czasami aż nazbyt kulturalni ludzie. Rozmawiając z nimi ciężko jest uwierzyć, że gdzieś daleko na północy kraju jest tak niebezpiecznie i że w ogóle jest możliwy tak wielki upadek moralny co poniektórych. Obraz ludzi stolicy jest całkowitym zaprzeczeniem przemocy i butności widzianej w mediach. Meksykanie są niezwykle pokorni – z niezrozumiałym dla mnie spokojem i swoistą dumą znoszą skandaliczne traktowanie przez rząd i trudnego sąsiada z północy. Meksykanie to dobrzy i mądrzy ludzie, którym należy się ogromny szacunek.

Muralizm

Muralizm to forma sztuki zapoczątkowana i promowana przez rząd po Rewolucji Meksykańskiej 1920 roku. Głównymi celami muralizmu są upamiętnienie historii oraz przekazanie uniwersalnych prawd w atrakcyjnej dla oka formie. Na przestrzeni lat pomalowano wiele prywatnych i publicznych budynków, a odnajdywanie kolejnych murali jest wspaniałą okazją do odkrywania Mądrości Narodu. Muralizm w nieco zniekształconej formie jest w Meksyku wiecznie żywy. Debata prezydencka, Gasolinazo, obwieszczenia Ratusza czy nawet zapowiedzi ważniejszych koncertów znajdują swoje odzwierciedlenie w pomysłowych muralach rozrzuconych po całym mieście.

Natt

Natt poznałem rok wcześniej w Santiago de Chile. Była moim Couchsurfingowym hostem, a w stolicy Chile przebywała na wymianie studenckiej. Jakoś udało nam się utrzymać kontakt i kiedy zdecydowałem się, że kolejnym punktem na mojej drodze poznania świata będzie Meksyk, Natt zaoferowała mi gościnę w swoim domu rodzinnym, z czego chętnie skorzystałem.

Dom Natt postawiony był bez rządowego pozwolenia i znajduje się w Tierra Colorada. Dzielnica położona jest na południowym krańcu miasta, u podnóży nieczynnego wulkanu Ajusco, na wysokości około 2600 m n.p.m. Pomimo trudności z dostaniem się do centrum, mocno latynoski klimat dzielnicy zdecydowanie przypadł mi do gustu. Leniwe usposobienie tubylców, uliczne targi, pobliskie rancha, postawione niedbale budynki i totalna samowolka sprawiają, że w Tierra Colorada nie odczuwa się postępującej globalizacji ani tego, że jest się w ogromnym i nowoczesnym mieście. Za to na każdym kroku czułem w pełni, że jestem w Ameryce Łacińskiej. Miejsce i dom były idealne.

Koniec końców w domu Natt spędziłem całe półtorej miesiąca. Natt była najlepszym możliwym kompanem i wspaniałym przewodnikiem po mieście. Przekazała mi ogrom swojej wiedzy na temat Meksyku, dzięki czemu szybko zacząłem rozumieć lokalną kulturę i mentalność tubylców. Jej inteligencja i zupełnie odmienne spojrzenie na świat miały niezmiernie stymulujący wpływ na mój umysł, a szczera przyjaźń pozwoliła na poruszanie trudnych tematów odnośnie lokalnej polityki, kultury, religii i kwestii etnicznych. Dzięki temu zdołałem dogłębnie zrozumieć Meksykański Świat i przybliżyłem się do zrozumienia świata w ogólności. Serdecznie życzę każdemu takiego przewodnika i przyjaciela jak Natt.

Ochrona

W Meksyku naprawdę ciężko jest nie zauważyć zastępów uzbrojonych po zęby służb mundurowych i samochodów pościgowych policji federalnej. W przeciwieństwie do innych odwiedzonych przez mnie krajów Ameryki Łacińskiej, w Meksyku istotną rolę odgrywają również prywatne firmy ochroniarskie, które są uzbrojone nie gorzej niż armia jakiegoś małego kraju.

Prywatna ochrona przeważnie patroluje parkingi galerii handlowych, ścisłe okolice banków czy uliczki bogatych dzielnic. Chronione są też dworce autokarowe, a niekiedy należy przejść odprawę bezpieczeństwa przypominającą tę lotniskową. Zdarza się też, że gdzieś na trasie autokar jest zatrzymywany, a do środka wchodzi dżentelmen w towarzystwie policji federalnej. Bagaże są przeszukiwane, a wszystkim pasażerom robione są zdjęcia na wszelki wypadek.

Park Meksyk

Park Meksyk znajduje się na pograniczu dwóch modnych i bogatych dzielnic centralnej części stolicy: Romy i Condesy. Poza typowymi parkowymi artefaktami takimi jak drzewa, pomniki i ławki, ten wyposażony jest w pokaźnych rozmiarów plac zabaw dla psów. Dziesiątki czworonogów mogą swobodnie biegać po licznych przeszkodach i poznawać współtowarzyszy obroży. Wokół placu można znaleźć stoiska na których pracownicy prywatnych schronisk ciepło zachęcają do zaadoptowania jednego z setek bezdomnych psów.

PEMEX

PEMEX (Petróleos Mexicanos) to wiodąca firma zajmująca się wydobyciem, przetwórstwem oraz dystrybucją ropy naftowej. Ten ogromy państwowy konglomerat do niedawna cieszył się również prawnie usankcjonowanym monopolem na obrót paliwami płynnymi. Ciężko jest wystarczająco mocno podkreślić znaczenie PEMEX dla gospodarki kraju – blisko 1/3 dochodu meksykańskiego rządu pochodzi z opodatkowania tego przedsiębiorstwa.

Obecnie głównym problemem meksykańskiej gospodarki jest brak odpowiedniej infrastruktury do przetwórstwa ropy naftowej. Innymi słowy, ilości rafinerii jest niewystarczająca przez co Meksyk sprzedaje nieprzetworzony surowiec do Stanów Zjednoczonych, a następnie kupuje gotową benzynę. Sami Meksykanie wierzą, że nie mają ani jednej rafinerii, a braki infrastrukturalne należy tłumaczyć znacznym obciążeniem podatkowym uniemożliwiającym inwestycje, korupcją i rabunkową gospodarką elit.

Cały proceder jest absurdalny z ekonomicznego punktu widzenia, i sprawia, że posiadając ogromne złoża surowca, Meksyk wydaje miliardy peso rocznie na import benzyny. Sytuacja przypomina trochę Brazylię ubiegłego stulecia, która będąc największym plantatorem kawy nie dysponowała ani jedną prażalnią, przez co gotową kawę rozpuszczalną importowano z Europy. Przykłady te pokazują niemoc i czasami też niechęć latynoamerykańskich elit do zerwania postkolonialnej relacji z Zachodem.

Pumas

Uniwersytecki klub sportowy jest obecnie drugą najważniejszą ekipą futbolu amerykańskiego w stolicy. Przed Igrzyskami Olimpijskimi w Meksyku w 1968 roku drużynę dofinansowano, a cały kompleks sportowy znacznie rozbudowano. Oficjalna pojemność Stadionu Olimpijskiego Pumas to około 58 tysięcy ludzi, ale przy najważniejszych wydarzeniach sprzedawano dwa razy więcej biletów. Ludzie stali, gdzie tylko się dało, z balustradami włącznie. Unikalna konstrukcja oraz przyozdobienie muralem samego Diego Rivery sprawiły, że jest to stadion jedyny w swoim rodzaju i sam w sobie przyczynił się do wpisania kampusu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Reforma

Paseo de la Reforma to najważniejsza aleja miasta Meksyk. Została wytyczona już w XIX wieku przez cesarza Maksymiliana i z założenia miała łączyć zamek Chapultepec z centrum miasta. Przy Alei znajdują się Muzeum Antropologii, Muzeum Sztuki Współczesnej, Pomnik Rewolucji, Pomnik Anioła Rewolucji, pomnik ostatniego cesarza Azteków Cuauhtémoc i paręnaście drapaczy chmur. Innymi słowy, jest tutaj wszystkiego po trochu i sam przejazd Reformą pozwala na wyrobienie sobie wstępnego zdania o stolicy. Jest to najbardziej reprezentacyjna i reprezentatywna aleja Meksyku.

W co drugą niedzielę Reforma jest zamykana dla ruchu samochodów i kilka kilometrów alei w centrum miasta zostaje zdominowanych przez rowerzystów, których można liczyć w tysiącach. Wzdłuż trasy rozstawione są liczne wypożyczalnie rowerów oraz stoiska z jedzeniem. Wszędzie panuje przyjacielska atmosfera, ludzie są uśmiechnięci i nikt się niczym nie przejmuje. Inicjatywa jest piękna, a sama przejażdżka Reformą to jeden z lepszych sposobów na spędzenie czasu w słoneczną niedzielę.

Santa Fe

Prawdopodobnie najbogatsza dzielnica miasta Meksyk. Santa Fe jest lokalnym odpowiednikiem Mordoru i to właśnie tutaj znajdują się siedziby większości międzynarodowych korporacji. Na stromych wzgórzach okalających centralną aleję dzielnicy postawiono wysokie apartamentowce, których klimat prawdopodobnie przypomina ten ukazany w High-Rise. W większości okupowane są przez lokalnych rekinów biznesu, a przywilej mieszkania tutaj przez miesiąc kosztuje mniej więcej tyle, co podróż dookoła świata. Paradoksalnie, ta najbogatsza dzielnica jest odgrodzona od centrum miasta pasmem wzgórz pokrytych osiedlami ubóstwa.

Sprawiedliwość

Meksykanie twierdzą, że sprawiedliwość społeczna w ich kraju po prostu nie istnieje. Po dogłębnej lekturze lokalnego podręcznika do historii oraz wysłuchaniu realnych historii z pierwszej ręki doszedłem do podobnych wniosków. Zwykli obywatele są tłamszeni ekonomicznie przez 1% najbogatszych, instytucje są ekskluzywne i dysfunkcjonalne, a służby mundurowe nadzwyczaj skorumpowane. Oligarchowie i politycy są całkowicie bezkarni. Podczas gdy miliony Meksykanów żyją w ubóstwie, bogate elity pławią się w niewyobrażalnych, nawet dla Europejczyków, bogactwach. Ameryka Łacińska at its finest.

Na wyższym szczeblu drabiny społecznej kwestia sprawiedliwości również jest co najmniej dyskusyjna. Większość byłych przywódców Meksyku została zamordowana bądź permanentnie wygnana z kraju. Pomimo oficjalnej narracji rządzących elit, pierwsze przypominające demokrację wybory odbyły się dopiero w 2000 roku. W dalszym ciągu meksykańską polityką rządzi latynoski populizm w czystej postaci, a głosy nierzadko są kupowane. Większość obywateli jest przeświadczona, że państwo nie jest dla nich, a przeciwko nim. Meksykanie szczerze wierzą, że rząd wybierany jest nie przy urnach, a na posiedzeniach wąskiej grupy możnowładców.

Teotihuacan

Teotihuacan było niegdyś siedzibą potężnego imperium i jednym z największych miast na świecie. Wpływy kulturowe metropolii widać w sztuce niemal wszystkich regionalnych plemion prekolumbijskich. Do miasta ściągali mędrcy z całego obszaru dzisiejszego Meksyku. Był to ówczesny tygiel narodów otwarty na inne kultury i nowe idee. Lokalne centrum świata. Świetność Teotihuacan skończyła się nagle i niespodziewanie – w okolicach VII wieku wybuchł pożar, który pochłonął większą część zabudowy. Miasta nigdy więcej nie odbudowano.

Obecnie Teotihuacan jest stanowiskiem archeologicznym z najlepiej zachowanymi zabytkami prekolumbijskich Indian tej części świata. Piramidy Słońca oraz Księżyca to główne atrakcje Teotihuacan. W dzień przesilenia wiosennego Piramida Księżyca oblegana jest przez Meksykanów ubranych na biało, którzy przybyli z czterech stron świata, by naładować się pozytywną energią w ten wyjątkowy dzień.

Poza wyżej wspomnianymi głównymi atrakcjami, na terenie Teotihuacan znajduje się kilkadziesiąt mniejszych piramid i innych antycznych budowli. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że dosłownie wszędzie można się wdrapać i posiedzieć do woli. Suchy, gorący klimat oraz magiczna aura miejsca skłaniają do przycupnięcia na jednej z mniejszych konstrukcji, odpalenia fajki i kontemplacji majestatu piramid, stylu życia prekolumbijskich Indian i zachowania sprzedawców pamiątek. Po zdobyciu wszystkich budowli, prawdopodobnie dobrym pomysłem będzie spacer do pobliskiego Pueblo Mágico tudzież posiłek w jednej z pobliskich restauracji.

Transport publiczny

Komfort poruszania się transportem publicznym miasta Meksyk w znacznej mierze zależy od wybranej trasy i pory dnia. Komunikacja w centralnych dzielnicach miasta opiera się głównie na metrze, metrobusie i autobusach miejskich. W godzinach szczytu, ścisk na wszystkich 12 liniach metra jest niesamowity, a przepychanie się do wejścia do pociągu przypomina walkę gladiatorów. Prawdopodobnie, gdyby nie zastępy uzbrojonej po zęby policji, krew polałaby się nie raz. W pozostałych porach dnia, podróż metrem czy autobusem po centrum miasta jest całkiem przyjemna.

Na peryferiach miasta Meksyk transport kolektywny opiera się głównie na starych, zdezelowanych autobusach i busach. Przewozy są realizowane przez prywatnych przewoźników na kilkudziesięciu ustalonych trasach, z których każda ma swojego lidera. Niezależni kierowcy lub małe firmy mogą obsługiwać dany odcinek po uiszczeniu trybutu liderowi trasy. Poza tym panuje zupełna samowolka – nie ma żadnych rozkładów, gwarancji dojechania na miejsce, o komforcie nie wspominając. Zaletą jest brak przystanków- kierowca zatrzyma się na żądanie w dosłownie każdym miejscu na swojej trasie.

Vasconcelos

Vasconcelos to przede wszystkim ciekawy projekt architektoniczny i przy okazji biblioteka publiczna. Główny hol na parterze rozciąga się na całą długość budynku. Można z niego obserwować szklano-metalowe półki na których znajdują się liczne księgozbiory, które wyglądają, jakby były zawieszone w powietrzu, ewentualnie lekko czymś przymocowane do sufitu. Widok jest miły dla oka, a przechadzając się po budynku pomyślałem, że prawdopodobnie zamysłem architekta było przekonanie odwiedzającego, że wiedza zawarta w książkach faktycznie uskrzydla.

Biblioteka Vasconcelos położona jest w szemranej dzielnicy, do której sami Meksykanie niezbyt chętnie się zapuszczają. Tubylcy faktycznie wyglądają podejrzanie, a atmosfera wydaje się być napięta. Z drugiej strony, dzielnica jest pełna street artu. Niemal każdy blok ozdobiony jest kawałkiem ulicznej sztuki w dobrym stylu. Biorąc pod uwagę specyfikę rejonu, dobrym pomysłem byłoby spokojne oglądanie malunków za dnia, a zdecydowanie złym pomysłem byłoby robienie im zdjęć nowiutkim iPhonem.

Wolność

Mieszkając w Meksyku zalęgła mi się w głowie idea o realizacji własnego Mexican Dream. Liberalne prawo oraz luźne podejście tubylców pozwalają na nieskrępowaną działalność gospodarczą, a sposobów na zarobienie łatwych pieniędzy jest wiele. Przechadzając się ulicami tego ogromnego miasta czuć nutkę emocji i ogromne możliwości na wyciągnięcie ręki. Meksykański Sen to nowy Amerykański Sen dla zuchwałych.

Poza wyraźnymi nierównościami ekonomicznymi i odczuwanym brakiem sprawiedliwości społecznej, prawdopodobnie najpoważniejszym utrapieniem kraju jest handel narkotykami na ogromną skalę. W obliczu armii uzbrojonych Narcos, skorumpowane, niedoinwestowane i zwyczajnie nieudolne służby mundurowe przeważnie nie mają motywacji do zajmowania się drobnymi przewinieniami, czy gospodarczą samowolką.

Abstrahując od kwestii bezpieczeństwa, właśnie ta mnogość poważniejszych problemów ma pozytywny wpływ na osobiste odczuwanie wolności. W Meksyku człowiek nie ma wrażenia bycia kontrolowanym, a ilość bezsensownych zakazów oraz ingerencja państwa w osobiste sprawy obywateli jest znacznie mniejsza niż w przypadku nieco bardziej rozwiniętych gospodarczo krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Przepisy nie są tak surowe, a mówiąc o możliwości dostania mandatu za przechodzenie na czerwonym zostałem zwyczajnie wyśmiany. W Meksyku możesz w zasadzie robić co chcesz.

Jazda samochodem po ulicach stolicy jest prawdopodobnie kwintesencją panującej tu samowolki. Żeby legalnie poruszać się wozem po mieście wystarczy tylko uczęszczać na kurs. W Meksyku kontrole drogowe praktycznie nie istnieją, a badania alkomatem zdarzają się rzadziej niż zaćmienie słońca. Prawdopodobnie na autostradach kierowcy są niekiedy wyrywkowo zatrzymywani i ewentualne kary są surowe, jednak niewielu się tym przejmuje. Ojcowie z całą rodziną na tylnym siedzeniu popijają piwo jadąc przez miasto. Decyzja o tym, czy jesteś zdolny prowadzić należy do Ciebie, a dzięki wrodzonej ostrożności i bardziej rozwiniętej wyobraźni, wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców i tak jest kilka razy mniej niż w krajach słowiańskich.

W takich uwarunkowaniach powroty z imprezy bywają piękne i spektakularne. Jadąc ulicami opustoszałej stolicy, muzyka jest puszczana możliwie najgłośniej i wszyscy ochoczo śpiewają, popijając ostatnie piwo. Umyślnie bądź nie, jeździ się w rytm muzyki od krawężnika do krawężnika. Nikogo wokół to absolutnie nie dziwi, nikomu nie przeszkadza, wszyscy są szczęśliwi. Zdobyte na przestrzeni lat doświadczenie oraz kolektywna rozwaga narodu sprawiają, że większość powrotów do domu kończy się szczęśliwie.

Miasto Meksyk balansuje na krawędzi szeroko rozumianej wolności i bezprawia. Tak właśnie wyobrażałem sobie Dziki Zachód XXI wieku. Pomimo wszechobecnej samowolki, braku wielu regulacji i organizacyjnego chaosu, anarchia jeszcze się tutaj nie zalęgła. Potulne usposobienie tubylców oraz przestrzeganie norm społecznych sprawiają, że miasto jakoś trzyma się jeszcze w ryzach racjonalności. Spośród wszystkich odwiedzonych przeze mnie krajów, kompromis pomiędzy wolnością i bezpieczeństwem najlepiej prezentuje się właśnie w Meksyku.

Zócalo

Rynek historycznego centrum miasta Meksyk. Ogromny, pusty plac z majestatyczną katedrą, którą Hiszpanie postawili na zgliszczach świątyni Azteków Templo Mayor. Budowla jest tak duża, że w pewnym momencie zaczęła się zapadać pod swoim ciężarem w jedną stronę. Pomimo zabiegów inżynieryjnych, krzywizna jest nadal widoczna, a idąc od głównego wejścia do ołtarza, czuć jakby chodziło się po kopule. Polecam wspiąć się na dach katedry, najlepiej tuż przed zachodem słońca. Tajemnicza aura tego miejsca i magia momentu będą wspaniałym zwieńczeniem dnia, lub całego pobytu w mieście-państwie Meksyk.

.

Garstkę najważniejszych porad na temat podróżowania po Republice zebrałem w linku poniżej :)
MEKSYK INFORMACJE PRAKTYCZNE 2018

.