Tuan de Paso

Blog Podróżniczy | Relacje z Autostopowych Wypraw

Menu Close

Tag: dżungla

Tułaczka po Azji II: Langkawi, Malezja

Langkawi było tropikalną wyspą położoną gdzieś przy granicy z Tajlandią. Ze względu na przyzwoite plaże i fakt bycia jedną, wielką strefą wolnocłową, Langkawi stało się główną destynacją weekendową Malezyjskich turystów oraz przybyszy ze wszystkich stron muzułmańskiego świata. Poza znacząco rozbudowaną infrastrukturą, na wyspie wciąż było jeszcze sporo tradycyjnych malajskich wiosek, gdzie życie było o wiele spokojniejsze, aniżeli przy głównych szlakach turystycznych.  Ludzie na wyspie byli nadzwyczaj przyjaźni, a fuzja kuchni tajsko-malajskiej zasługiwała na uznanie. Dla mnie, najciekawsze była w Langkawi droga przez dżunglę, która prowadziła do położonego nad wiecznie zielonymi wzgórzami, zakrzywionego mostu wiszącego.

Czytaj dalej

Chiapas: Południowe Kresy Meksyku

Wielu mówiło, że Chiapas to już nie Meksyk. Była to dziewicza prowincja pełna dzikiej przyrody, akcentów prekolumbijskiej kultury i etnicznych tradycji. Na obszarze kontrolowanym przez socjalistyczny ruch Movimiento Zapatista, jak i w niektórych bardziej konserwatywnych społecznościach, federalne prawo nie było już egzekwowane, a sądy naznaczone były plemiennymi zwyczajami przeszłości. Południowe rubieże Meksyku były praktycznie w całości pokryte wspaniałą, wiecznie zieloną dżunglą, a gdzieś na samym krańcu Republiki żyło jeszcze ostatnie wolne i nieskażone globalizacją plemię Lacandones.

Czytaj dalej

Costa Colombiana Słoneczne Wybrzeże Kolumbii

Każdy kraj jest w większym lub mniejszym stopniu zróżnicowany kulturowo w zależności od regionu. Kolumbia była jednym z tych państw, które wręcz zaskakiwało różnorodnością poszczególnych prowincji pod względem klimatu, przyrządzanych potraw, spożywanych alkoholów, czy pomysłów na spędzanie wolnego czasu. Podróżując z dosyć „europejskiego” Medellín prosto na słoneczne wybrzeże różnice te były wymalowane jaskrawymi kredkami na każdym kroku. Costa Colombiana była, ni mniej ni więcej, uosobieniem moich wcześniejszych wyobrażeń na temat Ameryki Łacińskiej.

Czytaj dalej

Kolumbia, bo Krzysztof

Kolumbia zaczęła mnie bardziej interesować dopiero po kilku tygodniach spędzonych w Ameryce Południowej. Możliwe, że mieszkając w Buenos Aires poznałem wielu Kolumbijczyków, z których większość przyjechała tu studiować. Już pierwszego dnia poznałem Marię z Bogoty, która przygarnęła mnie do siebie na czas poszukiwania własnego mieszkania. Względy ekonomiczne nakazywały wymieniać peso Argentyńskie po nieoficjalnym kursie na czarnym rynku (dolar blue). Najpewniejszym brokerem również był Kolumbijczyk. Na przestrzeni kolejnych miesięcy, Kolumbijczycy stanowili znaczną część moich poważniejszych znajomych. I wszyscy byli lekko pokręceni. Momentami wręcz szaleni. Odważnie patrzyli w przyszłość. Zawsze byli duszą towarzystwa, a ich optymizm był szczery i zaraźliwy…

Czytaj dalej